Za każdym daniem stoi zespół dietetyków klinicznych, którzy współpracują z ośrodkami akademickimi, między innymi SGGW i Uniwersytetem Medycznym w Białymstoku, uczelniami o profilu żywieniowym i medycznym. To oni układają proporcje makroskładników tak, żeby liczby na etykiecie zgadzały się z tym, co faktycznie ląduje na talerzu, co dla mieszkańców Żagania, miasta blisko granicy z Niemcami, oznacza dietę skrojoną pod realne potrzeby, a nie uśrednioną tabelkę kalorii. Dzięki temu nie kupujesz diety z reklamy, tylko konkretny plan żywieniowy, oparty na wiedzy, którą da się zweryfikować, a nie na sloganach.
Do tego dochodzą sezonowe, świeże produkty, zamawiane na bieżąco, bez wielotygodniowych zapasów w mroźni. Latem to inne warzywa niż zimą, bo skład dopasowujemy do tego, co akurat jest dostępne i najlepsze jakościowo. Każda z 18 diet ma swoją logikę kaloryczną i makro, od lekkich wariantów po te budujące masę, a jeśli chcesz mieć realny wpływ na to, co jesz, sięgasz po jeden z pakietów z wyborem menu, na przykład Comfort czy Keto Fusion, gdzie sam układasz jadłospis na kolejne dni. Menu zmienia się cyklicznie, więc nawet po miesiącu korzystania z tej samej diety nie jesz w kółko tych samych dań.
Współpracujemy też biznesowo z Akademią Leona Koźmińskiego, choć to relacja inna niż z uczelniami żywieniowymi, bardziej organizacyjna niż dietetyczna. Cała reszta procesu, od pomysłu na danie po kontrolę porcji, dzieje się po to, żeby mieszkaniec Żagania mógł otworzyć pudełko i mieć pewność, że kalorie i makro się zgadzają, bez liczenia niczego samodzielnie. Dla kogoś z Żagania to różnica między obiadem z automatu a posiłkiem, który faktycznie ma sens żywieniowy.
